Zobaczył nieprzebrane morze ludzi
WYDARZENIA - Relacje TV
poniedziałek, 21 kwietnia 2014 23:40

RP 00906633 0811Prawdopodobnie sobie myślicie: Po co ten Papież przyjechał, wszedł tu na górę, tak stoi i się patrzy. Właśnie ja tu przyjechałem się napatrzyć. Jak można spotkać się inaczej! A jest się czemu napatrzyć. A raczej komu przypatrzyć. Bo jak się człowiek nie napatrzy drugiemu człowiekowi, to się nie spotka. Więc się nie dziwcie, że Papież tak stoi  i się patrzy – to po pozdrowieniu pierwsze słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II na tarnowskich Falklandach. Wspominamy je z sentymentem, chociaż od tego momentu upłynęło już blisko 27 lat. W przededniu beatyfikacji naszego wielkiego rodaka, do której dojdzie w ostatnią niedzielę kwietnia w Watykanie, warto przypomnieć sobie tamten czas.

Ilu wiernych pojawiło się w Tarnowie? Trudno powiedzieć. SB-cy i PRL-owskie media celowo zaniżały liczbę wiernych. Mówiono wówczas o kilkuset tysiącach. W telewizji unikano pokazywania całego tłumu, by zataić prawdę. Tylko kilka razy realizatorom udało się pokazać horyzont i to nieprzebrane morze ludzi. Dzisiaj szacuje się, że mogło ich tutaj być jakieś dwa, a nawet 2,5 miliona wiernych. Wielu uważa, że podczas wszystkich pielgrzymek do Polski rekord padł właśnie... w Tarnowie. Stąd wielkie zdziwienie Papieża i nieskrywana radość z tego powodu. Nieprzebrany tłum zdziwił biskupa Jerzego Ablewicza, biskupów, duchownych. Tym bardziej, że Tarnów nie był dużym miastem, był oddalony od dużych aglomeracji miejskich. Ale to tutaj papież miał się spotkać z rolnikami, wszak pochodząca z ludu dziewczyna, 16-latka z pobliskiej Zabawy, miała być wyniesiona na ołtarze.

Kierunek: Tarnów
Kiedy zrodziła się myśl, by Papież odwiedził Tarnów? Trudno dzisiaj jednoznacznie odpowiedzieć. Pewno już w 1979 roku, kiedy ogłoszono trasę pierwszej pielgrzymki, niejednemu zamarzyło się spotkanie w naszej diecezji. Powodów, dla których Jan Paweł II chciał odwiedzić Tarnów, było co najmniej kilka. 9 czerwca 1987 roku, przed „tarnowskim oknem papieskim”, w pałacu biskupim przy ulicy Mościckiego (dawnej Dzierżyńskiego - przypis redakcja) biskup Rzymu powiedział, że bardzo chciał odwiedzić to miasto, tę ziemię. Wizyta w Tarnowie była też swego rodzaju dowodem wdzięczności dla biskupa Jerzego Ablewicza, który wówczas obchodził 25-lecie sakry biskupiej. Rok wcześniej diecezja tarnowska świętowała 200. rocznicę powstania. Do tego wspaniałego jubileuszu przygotowywała się podczas kilkuletniego synodu diecezjalnego. W ramach jubileuszowych uroczystości odbyło się tutaj spotkanie - Konferencja Episkopatu Polski.
Jan Paweł II był bardzo związany z biskupem Ablewiczem. W samym Tarnowie, będąc metropolitą krakowskim, był 15 razy, nie licząc prywatnych, nie odnotowywanych w oficjalnym kalendarzu wizyt składanych na przykład na imieniny biskupowi diecezjalnemu. Do tego trzeba doliczyć co najmniej kilkanaście wizyt w parafiach diecezji tarnowskiej. Tylko w pobliskim Tuchowie metropolita krakowski, kardynał Karol Wojtyła gościł dwa razy. I rzecz najważniejsza: beatyfikacja Karoliny Kózkówny.

Papieskie okno
Do Tarnowa Jan Paweł II przyleciał wieczorem 9 czerwca. Wylądował w Mościcach. Tam powitał go biskup Ablewicz, władze miasta i województwa tarnowskiego. Pewno niewielu tarnowian, a tym bardziej mieszkańców diecezji wie, że Tarnów ma swoje okno papieskie, w pałacu biskupim przy ulicy Mościckiego 6. Tutaj, w siedzibie pasterza diecezji, zamieszkał Ojciec Święty. Do Tarnowa przyleciał helikopterem. Spóźnił się. W drodze z Mościć do centrum miasta witały go tłumy tarnowian i mieszkańców regionu. Wielu przyjechało wcześniej i po przejechaniu przez papieża do siedziby biskupa tarnowskiego udali się na plac uroczystości. Papież pojawił się w oknie przed godziną 11. Kuloodporna szyba oddzielała go od tłumu.

- Mówił o tym, jak bardzo chciał tu być. I że chodził wiele po tej ziemi, ale że będzie chodził po oknie, tego nie przewidział - wspomina Barbara Paluch. Ludzie zaczęli śpiewać, głośno pozdrawiali Ojca Świętego. - W odpowiedzi na śpiew wierności krzyżowi, papież kładzie rękę na sercu i skłania się, głęboko. Mówi, że późna pora, czas się rozstać - opowiada Barbara Paluch. W odpowiedzi słychać głośne wołanie: „Zostań z nami”. Papież żartobliwie ripostuje. - Nigdzie się nie wybieram. Zostaję, a na dowód, że to prawda, zaraz pójdę spać. Rozlegają się oklaski, ktoś intonuje jakąś pieśń religijną. Papież błogosławi wszystkich i odchodzi.
- Wszyscy momentalnie wyciszają się. Papież jest zmęczony. Ludzie, możliwie najciszej, rozchodzą się, pełni wewnętrznej radości, choć to spotkanie trwało tylko 15 minut czy aż piętnaście minut... Podarowany, dobry czas... - wspomina Barbara Paluch.

Wielkie przygotowania
Biskup Ablewicz powołał sztab. Oprócz duchownych, w skład grupy odpowiedzialnej za przygotowanie pielgrzymki, weszły osoby świeckie. Jedną z nich był Władysław  Żabiński, rolnik spod tarnowskiej wsi Sukmanie. - To był dla mnie wielki zaszczyt. Wraz z księdzem Pelcem objechaliśmy kilkadziesiąt pobliskich parafii, organizując tam noclegi dla pielgrzymów z Polski, wyżywienie. U mnie w domu nocowała cała wierchuszka Solidarności Rolniczej, z Gabrielem Janowskim na czele. Byłem odpowiedzialny za wystrój ołtarza, za kwiaty, wieńce. W sumie wykorzystaliśmy ponad 30 tysięcy kwiatów, w dwóch kolorach: białych i czerwonych. Chodziło o symbole narodowe, o pokazanie, że chłop polski jest przywiązany do ziemi, do tradycji, do kultury chrześcijańskiej. Kwiaty zwoziłem przez kilkanaście godzin z różnych zakątków województwa tarnowskiego i nowosądeckiego. Pamiętam, ogrodnik z Leszczyny, pan Tworzydło ofiarował dwa tysiące gerberów, pani Basia Dudek z Nowodworza przekazała dwa tysiące pięknych róż. Przez całą noc moja żona Władysława, Rozalia Nadolnik z Porąbki Uszewskiej i Barbara Dudek stroiły ołtarz. A lało jak z cebra. Skończyliśmy nad ranem, jeszcze trzeba było się szybko w domu przebrać i wrócić na plac - wspomina Władysław Żabiński. Najgorzej było z ostatnim transportem kwiatów. Na rogatkach Tarnowa pan Władysław został zatrzymany przez SB. Miał specjalną przepustkę, z numerem 19. W całym Tarnowie tylko 25 osób - świeckich i duchownych otrzymało od Biura Ochrony Rządu taki dokument. - Jakiś „esbek” skierował mnie na Niedomice. Stwierdził, że mnie nie przepuści. Sprawa była poważna, bo ostatnia partia kwiatów miała być wykorzystana do ustrojenia samego ołtarza. Powiedziałem mu, że poinformuję biskupa Ablewicza, że podczas mszy cały świat się dowie dlaczego ołtarz jest nie ustrojony. Wystraszył się, wezwał jakiegoś innego „esbeka” i mnie przepuścili, to było gdzieś przed północą - opowiada Władysław Żabiński. Potem kapitan Góra, tarnowski „esbek” przepraszał go za to zatrzymanie, tłumaczył, że to koledzy z Łodzi go zatrzymali, nie znali procedur.

Papież na Falklandach
Wybór miejsca nie był dziełem przypadku. W Tarnowie, na Falklandach budowano kościół, którego patronem miała zostać Karolina Kózkówna. To tutaj na placu budowy miała nastąpić jej beatyfikacja. Biskup Jerzy Ablewicz właśnie to miejsce wskazał władzom komunistycznym. Obawiano się, że może być z tym pewien problem. Okazało się, że sama lokalizacja ówczesnym włodarzom miasta i województwa przypadła do gustu. Dlaczego? Trudno dzisiaj wyrokować w tej sprawie. Ksiądz profesor Michał Bednarz w dobrą wolę ówczesnej władzy raczej nie wierzy. - Pamiętam spotkania z ówczesnym wojewodą tarnowskim Stanisławem Nowakiem.  Był pewny siebie, przemawiała prze niego buta. Ja, podobnie jak większość duchownych z biskupem Ablewiczem na czele, nie odnieśliśmy najlepszego wrażenia. Tym bardziej, że na każdym kroku starał się podkreślić swój ateizm - wspomina po latach. Wiele wskazuje na to, że szybka zgoda władz spowodowana była z jednej strony dyrektywami z centrali, z Warszawy, a z drugiej świadomością, że miejsce to jest oddalone od centrum Tarnowa, położone na polach uprawnych, co mogło - zdaniem komunistycznych notabli - zniechęcić wiernych do spotkania z Papieżem. Byli funkcjonariusze SB wspominają, że w kręgach ówczesnego aparatu przymusu pojawiła się jeszcze jedna propozycja: Mościce. „Esbecy” określali to miejsce jako „nieodpowiednie”. Powód? Dobre położenie pod względem komunikacyjnym.

Zorza II
Przygotowania Służby Bezpieczeństwa do „obsłużenia” wizyty, rozpoczęły się zaraz po ogłoszeniu decyzji z terminem i trasą III papieskiej pielgrzymki do Polski. Akcji nadano kryptonim „Zorza II”. Zmobilizowano wszystkie „esbeckie” siły w Tarnowie i regionie, nasiliła się inwigilacja duchowieństwa oraz osób świeckich. Chodziło o ludzi, którzy byli zaangażowani w przygotowanie pielgrzymki. Zdaniem Marka Lasoty z Instytutu Pamięci Narodowej wydarzenia z 1987 roku miały dla SB swój ciężar gatunkowy. Tarnowski etap pielgrzymki miał ogromne znaczenie dla SB.  - Z różnych względów potraktowano ten etap papieskiej podróży jako adresowany do wsi i rolników. W dodatku chodziło o diecezję, która na mapie Polski była wyjątkowa, szczególna. Wszak to tutaj odnotowywano największą ilość powołań kapłańskich. Podczas wizyty miała być kanonizowana Karolina Kózkówna, prosta dziewczyna z ludu, zamordowana przez żołnierza rosyjskiego. To dodawało papieskiej wizycie pewnego smaczku - mówi Marek Lasota. Akta zdeponowane dzisiaj w IPN-ie, jednoznacznie wskazują, że organy bezpieczeństwa zmobilizowały w kraju kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Szczególnie uaktywnił się Wydział IV, związany z penetracją środowisk duchownych. - SB zmieniła nieco cele swego działania. Oczywiście za wszelką cenę próbowała utrudnić wiernym dotarcie na spotkanie z Ojcem Świętym, mnożono problemy, zorganizowano całą akcję dezinformacji. Polegała ona na rozpuszczaniu fałszywych informacji: o tym, że miejsce spotkania z Papieżem - Polakiem jest bardzo oddalone od dworców PKP i PKS. Straszono bardzo trudnymi warunkami na miejscu spotkania, wmawiano ludziom, że może tam zabraknąć wody, jedzenia, straszono zagrożeniem epidemiologicznym - wyjaśnia Marek Lasota. Oczywiście tego typu akcje, jak się potem okazało, nie przynosiły żadnego skutku. Jedna z dyrektyw „esbeckich” nakazywała funkcjonariuszom wybadanie nastrojów społecznych. Wielu komunistów zdawało sobie wtedy sprawę z tego, że upadek systemu jest nieunikniony. Winili za to nie tylko papieża, ale także biskupów, ot chociażby takich jak biskup Ablewicz

Wielki przełom
Ksiądz profesor Michał Bednarz nie ma najmniejszych wątpliwości, że papieska wizyta w Tarnowie była wielkim przełomem: duchowym, ale i społeczno - politycznym. - Wiele osób, po stanie wojennym, straciło wiarę, że coś w Polsce można zmienić. Papież dodał nam wszystkim otuchy, wlał w nasze serca nadzieję. A rzesze ludzi, którzy pojawili się na spotkaniu z nim, utwierdziły nas w przekonaniu, że razem stanowimy wielką siłę. Dla wszystkich było to też wielkie przeżycie duchowe. Przygotowania do pielgrzymki obnażyły komunę. Wbrew zapewnieniom ówczesnych mediów, w tym tarnowskich komentatorów wizyty, współpraca rząd - kościół nie była usłana różami. SB, administracja podrzucała nam kłody pod nogi. Nie wszyscy. Bo i po tamtej stronie byli dobrzy ludzie. Czy przeczuwali zmiany, ubezpieczali się na przyszłość. Tego wykluczyć się nie da - mówi.                              

[mir]


Komentarze (0)

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

busy
 

pro092017

Ostatnie komentarze

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz dla indywidualnych potrzeb użytkowników zgodnie z Polityką Cookies. Możesz je wyłączyć/zmienić w ustawieniach przeglądarki. .