Frontpage Slideshow (version 2.0.0) - Copyright © 2006-2008 by JoomlaWorks
Reklama
To już trzy lata
WYDARZENIA - Publicystyka
wtorek, 13 lutego 2007 15:11

Pamiętam tamten piątek. Zwykły dzień, no może dla przesądnych trochę inny, bo piątek i do tego trzynastego. Kot mi nie przebiegł przez drogę, pod drabiną też nie musiałem przechodzić.
Dzień jak dzień ale wieczór... Wieczór, był ciężki i smutny. Jak pogoda tamtego dnia. Zimna, wietrzna i śnieżna. Pamiętam, jak z moim kolegą Wojtkiem Matraczem wracaliśmy z próby "Cafe Rock", jak cieszyło nas kręcenie "bączków" rasowanym maluszkiem na oblodzonej nawierzchni. Ile radości dawało bycie przez chwilę kierowcą rajdowym. Pamiętam, że wspominaliśmy występ Janusza Kuliga w Rajdzie Szwecji w 2003 roku, kiedy to Janusz, jako pierwszy kierowca spoza Skandynawii wygrał ten wyścig a następnie został zdyskwalifikowany za "niewymiarowe koło zamachowe".

Ot powód, żeby nie dać wygrać naszemu Mistrzowi. Rozmawialiśmy o rajdach, o talencie naszych kierowców, o tym, że ten sezon należał będzie z pewnością do kierowcy z Łapanowa.

Wróciłem do domu, gdzie na dobry wieczór usłyszałem wiadomość dnia: Janusz Kulig nie żyje... Chwila zastanowienia, niepewność i konsternacja. Nie, to niemożliwe, który Kulig? Janusz?? Kierowca rajdowy??? Przecież nie było żadnego rajdu w tym czasie więc jak to możliwe, że nie żyje???

W telewizji nadawano akurat jakieś wiadomości a w nich relację na żywo z Rzezawy. Poprzez śnieg wyłaniał się obraz małej stacyjki kolejowej i doszczętnie zniszczonego samochodu. Samochodu, w którym ostatnią drogę przebył Janusz Kulig...

Nie mogło mi się pomieścić w głowie, że tak wspaniały kierowca, mający za sobą tysiące kilometrów spędzonych za kierownicą, mknący z ogromną szybkością na trasach rajdów, wychodzący nie raz obronną ręką z trudnych sytuacji, umiera w tak bezzensowny sposób. Ktoś zawinił, sąd wydał wyrok, sprawa od strony prawnej zamknięta. Ale dla mnie, dla fanów Mistrza Janusza, dla jego przyjaciół i rodziny nadal trwa. Trwa w naszych sercach i w naszej pamieci...

Miałem przyjemność poznać pana Janusza kilka miesięcy przed tym tragicznym dniem. Było to podczas Rajdu Żubrów. Niesamowicie sympatyczny, życzliwy człowiek. Nie startował w tym wyścigu ale był tam razem z uczestnikami, doradzał i pomagał. Wielu młodych kierowców otrzymywało jego wsparcie i pomoc. Znani w Brzesku bracia Bębenkowie też byli uczniami Mistrza.

Właśnie dzisiaj mijają 3 lata od dnia w którym Najwyższy Kierowca powołał do swojego teamu Janusza Kuliga. A swoją drogą, to załoga tam u góry jest naprawdę przedniej klasy. Janusz Kulig, Marian Bublewicz, Ayrton Senna... Niech pamięć o Mistrzach nigdy nie zaginie...

 

  

  [ŁK]

Komentarze (0)

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

busy
 

pr082021

reklamamariola

fbprofil

 

arteon

bs2020a

Ostatnie komentarze

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz dla indywidualnych potrzeb użytkowników zgodnie z Polityką Cookies. Możesz je wyłączyć/zmienić w ustawieniach przeglądarki. .